Jednostkowy Koszt Użycia

Codziennie podejmujemy od kilku do kilkudziesięciu, a niektórzy z nas, nawet do kilkuset decyzji zakupowych. Najczęściej są to zakupy zaspokajające nasze podstawowe potrzeby – żywność, chemia, kosmetyki – rzeczy codziennego użytku. Co pewien czas, z częstotliwością uzależnioną od potrzeb, zasobności portfela czy po prostu sytuacji życiowej, nabywamy dobra statutowe – ubrania, wyposażenie mieszkania, RTV, AGD, ruchomości, biżuterię i tak dalej. Ot proza życia konsumenta. Zastanawialiście się jednak kiedyś jak często korzystamy z tych wszystkich dóbr statutowych? Po co mielibyśmy to robić? Ponieważ bez tego nie jesteśmy w stanie określić ich “jednostkowego kosztu użycia.”

Jednostkowy koszt użycia to mój autorski termin. Dojrzewał on we mnie przez większość mojego dorosłego życia, jednak „oficjalnie” (w swojej głowie) sformułowałem go kilka lat temu. Jest on ściśle powiązany z  jednym z moich ulubionych praw rządzących współczesną ekonomią – I prawem Gossena, o którym pisałem we wpisie “Za ile sprzedasz mi swoją godzinę.” Każde dobro lub wykonywana przez nas czynność (sprzedawana nam usługa), ma dla każdego z nas daną użyteczność równą naszemu subiektywnemu odczuciu przyjemności oraz  zadowolenia z posiadania analizowanego dobra czy wykonywania danej czynności.

Dlaczego tak często o tym piszę?

Świadomość tego faktu jest prawdopodobnie najpotężniejszym “live hackiem” jaki znam. Jeżeli zdamy sobie sprawę z użyteczności posiadanych przez nas rzeczy i będziemy w stanie kontrolować swój osąd przy nabywaniu kolejnych pragmatyzmem oraz racjonalizmem, nie dając się przy tym ponieść emocjom to w długim okresie będzie to prosta i prawdopodobnie jedna ze skuteczniejszych dróg wyjścia z potencjalnej niepłynności vel tarapatów finansowych. Wynika to z oczywistej przyczynowo-skutkowości. 

Wiedza ta pozwala nam trzymać w ryzach nasze skłonności do nadmiernej konsumpcji, czyli ograniczać wydatki. Ponadto kupując dobra o relatywnie większej użyteczności od ich substytutów, przy niezmienionych zasobach finansowych, optymalizujemy jakość swojego życia pod kątem materialnym. To wpływa na nasze codzienne samopoczucie, którego dobrostan w dużej mierze ma bezpośrednie przełożenie na naszą codzienną produktywność i zdolność generowania wartości dodanej, których odzwierciedleniem w tym świecie bardzo często są nasze zarobki. 

Każdy z nas spożywając posiłek w restauracji, idąc na ulubiony film do kina czy odbywając półgodzinną przejażdżkę na torze gokartowym bez najmniejszego problemu jest w stanie określić jednostkowy koszt wszystkich składowych nabywanej przez nas usługi. Widzimy na rachunku ile kosztowała kawa, deser, danie główne, wypożyczenie kasku, samego gokarta, popcorn czy podwójny sos do nachosów. Jednorazowość tych czynności/rzeczy warunkuje prostotę tego zadania. Dzięki temu post factum (subiektywnie) jesteśmy w stanie ocenić ich użyteczność – np. oceniając poziom naszego zadowolenia zaraz po konsumpcji lub przed podjęciem decyzji zakupowej szacując nasze przyszłe zadowolenie. Dzięki temu możemy w oparciu o nasze doświadczenia, bądź przypuszczenia unikać zbędnych doznań konsumenckich.

W związku z tym, że FB ucina zasięgi ankiet, postanowiłem przenieść je tutaj na blog, gdzie liczba głosujących jest zdecydowanie większa. Do tego wydaje mi się to bardziej fair, bo tak naprawdę umieszczając ankietę w treści wpisu, zagłosują faktyczni czytelnicy Koszt Alternatywny! Dlatego od teraz każde głosowanie będzie przeprowadzane na blogu i będzie trwało do czasu ukazania się kolejnego.


Co w takim razie w przypadku kiedy nabywana przez nas rzecz jest wielokrotnego użytku? Jak wtedy określić jej jednorazowy koszt użycia?

Pozwólcie, że napiszę Wam na swoim nowym white boardzie w biurze, co to żeby nie wisiał na ścianie nieużywany, prosty wzór:

Wzór na Jednostkowy Koszt Użycia

Jednostkowy koszt użycia (JKU) to nic innego jak cena zakupu danego dobra, pomniejszona o cenę jej ewentualnej sprzedaży, podzielona przez liczbę użyć w trakcie jej posiadania przez nas. 

Co to właściwie oznacza?

Wiecie na czym polega absurd garnituru studniówkowego? Odkrywa on hipokryzję, nas, mężczyzn w stosunku do kobiet, kiedy wypominamy im zakup sukienki na jedną, dwie czy tam trzy okazje. Bo który też z nas miał więcej niż te dosłownie kilka okazjonalnych i trochę upokarzających razy ubrany swój fenomenalny licealny garniak  skrojony na “regular fit”, czyli tzw. przekleństwo męskiej mody licealnej pokolenia Y? 

Ja w swojej własnej obronie, przyznam się  że byłem w nim poza imprezą studniówkową, na maturach oraz ślubie siostry, czyli zusammen do kupy można powiedzieć  że wykorzystałem go 7 razy (dwie matury ustne, trzy pisemne, ślub i studniówka). Nie pamiętam dokładnie jego ceny, ale załóżmy na potrzeby przykładu, że jego zakup kosztował mnie w 2006 roku 600 pln. Jak możemy zobaczyć na poniższym wykresie, z każdym użyciem, JKU dla mojego garnituru studniówkowego spadał, by ostatecznie zatrzymać się na poziomie około 85,71 pln. Kiedy na studiach przed pierwszą sesją kupiłem sobie nowe wdzianko (HM slim fit 50% polyester rules), to stary “frak” musiał pogodzić się z faktem bezwzględnego porzucenia, do czasu, aż na trzecim roku studiów pierwszy raz wziąłem udział w organizacji paczki na święta przy okazji akcji Szlachetna Paczka, kiedy to przekazałem go dalej.

Wykres funkcji JKU dla mojego garnituru studniówkowego

Wracając do meritum wpisu, ta zasada tyczy się wszystkich posiadanych przez nas rzeczy, a jednostka miary dla “użyć” nie musi zawsze się liczyć dla samych wykorzystań, a może być dostosowywana do specyfiki przedmiotu. 

Weźmy za przykład nasze “cztery kółka”.  Kiedy szukałem swojego obecnego auta, zacząłem od ustalenia budżetu, przewidywanej liczby lat, przez które ma mi ono posłużyć oraz określenia podstawowych wymagań wyposażeniowych (kombi, automatyczna skrzynia biegów, bluetooth, isofix, itd). Następnie, znalazłszy interesujące mnie modele, odszukałem średnie tempo utraty ich wartości na przestrzeni 5 lat. Jest to niezbędna informacja do oszacowania JKU przed zakupem. Dzięki niej możemy określić przyszłą cenę sprzedaży auta oraz ustalić średniomiesięczną utratę wartości posiadanego przez nas wehikułu. Tym sposobem wyszło mi, że moje przyszłe auto będzie tracić średniomiesięcznie 800 pln na wartości. Przy założeniu eksploatacji na poziomie 1500 km w miesiącu, JKU na kilometr wynosi 53 grosze. Dla porównania ten sam model auta kupiony nowy w salonie miałby przy tej eksploatacji, przez pierwsze 3 lata JKU na kilometr na poziomie 2 pln. 

W tym momencie warto zwrócić uwagę jak dużą częścią łącznych kosztów eksploatacji auta może stanowić JKU. Na przykład moje auto pali 6,5l/100, czyli koszt przejechania kilometra to około 40 groszy. Autocasco oraz serwis eksploatacyjny (wymiany olejów, klocków, tarcz hamulcowych plus okazjonalne małe naprawy) kosztują mnie po 4 000 pln rocznie, czyli po 22 grosze na kilometr. Całkowity koszt przejechanego kilometra wynosi więc 1,37 pln z czego JKU stanowi 38,6%. Tymczasem gdybym zakupił nowy pojazd, nawet uwzględniając 2 letnią gwarancję więc trzykrotne zmniejszenie kosztów serwisu eksploatacyjnego, to całkowity koszt przejechanego kilometra wzrósłby do 2,69 pln, a JKU stanowiłby aż 74,3% tej kwoty!

Sharing Economy, a Jednostkowy Koszt Użycia.

W zeszłym tygodniu mogliście na blogu przeczytać wpis o “Hipokryzji współczesnego sharing economy.” Zauważalnie pobudził on Wasze zaangażowanie wywołując dyskusję zarówno tutaj na Koszcie Alternatywnym, ale też pod postem na FB, polecam zajrzeć, podzieliliście się wieloma ciekawymi wnioskami i spostrzeżeniami. Pozwolę sobie wykorzystać cytat z poprzedniego wpisu:

“A co gdybyśmy zaczęli sumować całkowitą użyteczność danej rzeczy dla dwóch, albo większej liczby niezależnych konsumentów, którzy by z niej korzystali w chwilach, kiedy ta byłyby dla nas zbędna i leżała odłogiem?”

https://kosztalternatywny.pl/hipokryzja-wspolczesnego-sharing-economy-/

Idea współdzielenia, przyświecająca sharing economy może mieć bardzo ciekawy wpływ na jednostkowy koszt użycia. Udostępniając posiadane dobra zmniejszamy ich JKU w dwojaki sposób. Jeżeli robimy to odpłatnie, to jest to swego rodzaju amortyzacja, która pośrednio zmniejsza nasz efektywny koszt nabycia danej rzeczy. Z drugiej strony, niezależnie czy otrzymujemy za to gratyfikację czy nie, zwiększamy całkowitą liczbę użyć danego przedmiotu, tym sposobem zmniejszając jego “globalny jednostkowy koszt użycia.”

Wróćmy na moment do mojego garnituru studniówkowego. Załóżmy, że byłem bardzo przedsiębiorczym młodzieńcem w liceum i że od czasu do czasu wypożyczałbym swój wieczorowy strój rówieśnikom po 30pln za dobę. Przyjmijmy na potrzeby naszych szacunków, że na przestrzeni trzech lat jego posiadania, udałoby mi się to zrobić 6 razy i zarobić w ten sposób dodatkowe 180 pln. Tym sposobem efektywny koszt garnituru zmniejszyłby się z pierwotnego kosztu nabycia 600pln o 180 pln do 420 pln, więc jego JKU spadłby dla mnie z 85,71 pln pln do 60 pln (420 pln podzielone na moich 7 użyć).

Co w takim scenariuszu stałoby się z jego “globalnym” jednostkowym kosztem użycia? Zacznijmy od szybkiej prezentacji wzoru na gJKU:

Wzór na globalny Jednostkowy Koszt Użycia

W przedstawionym przykładzie, suma wszystkich użyć mojego garnituru wyniosła 13, a więc globalny JKU wyniesie dla niego 46,15 pln. Nie odejmujemy od ceny zakupu zarobionych przeze mnie pieniędzy z jego wynajmu, gdyż sumaryczny koszt poniesiony przez wszystkich użytkowników równa się pierwotnej cenie zakupu danego przedmiotu. 

Jak stosować jednostkowy koszt użycia w życiu codziennym?

W bardzo prozaiczny sposób. Przed każdym potencjalnym zakupem, spróbuj oszacować JKU dla nabywanego przedmiotu. Wiem, na pierwszy rzut oka może to się wydać lekko małostkowe, a czasem wręcz obsesyjne, ale naprawdę warto. Szczerze zdziwię się jeżeli ta rutyna nie odwiedzie Cię czasem od zbędnego zakupu lub też nie przekona do NIEZBĘDNEGO nabytku.

Pamiętam jak kilka lat temu urządzaliśmy z Martą swoje pierwsze mieszkanie – kilka anegdotek z tej przygody możecie znaleźć we wpisach “Kupić czy wynająć” oraz “Wynająć czy kupić”. Popełniliśmy tam kilka błędów zakupowych, jak chyba każde młode małżeństwo urządzające swoje pierwsze M. Pamiętam jednak, jak na ostatniej prostej, mimo przekroczenia budżetu remontowego Marta podsunęła mi pomysł kupna ekspresu do kawy. Na szczęście dla mojej przyszłej egzystencji zgodziłem się. Wybraliśmy całkiem udany model Boscha, który wtedy kosztował około 2 000 pln. Model ten jest do tego stopnia udany, że został chwilę później wycofany z produkcji zaraz Wam wytłumaczę dlaczego, ale pierw wróćmy do opisu procesu decyzyjnego pt. “Kupić czy nie kupić ekspres do kawy, oto jest pytanie?”

Jestem kawoszem, piję zatrważające ilości tego płynu od czasów licealnych. Możemy przyjąć, że na przestrzeni ostatnich piętnastu lat spożywam średnio 4 kawy dziennie. Moja Marta również lubi sobie po południu posiedzieć z filiżanką małej czarnej. Przyjąłem więc, że będziemy pili codziennie średnio 5 kaw. Samemu ekspresowi dałem żywotność (w związku z brakiem doświadczenia z tym sprzętem) maksymalnie 3 lata, czyli 1095 dni, 5475 kaw, niespełna 37 groszy za jednostkowy koszt użycia. 

https://unsplash.com/photos/_FilM6g6DEQ

Do dzisiaj mnie zastanawia, co ja miałem w głowie do 25 roku życia, wtedy się urządzaliśmy, nie mając ekspresu do kawy. Od kiedy pracuję wydawałem pieniądze na najróżniejsze głupoty, a powstrzymywałem się od zakupu urządzenia, które jak się później okazało miało dla mnie największą użyteczność ze wszystkich możliwych sprzętów agd i rtv, które dane mi było w życiu nabyć.  Cóż, świadomość istnienia jednostkowego kosztu użycia, za pomocą urządzenia do automatycznego przygotowywania kawy, sprawiła, że świat otworzył przede mną zupełnie nowe możliwości!

A dlaczego ekspres został wycofany z produkcji? Ze względu na popyt restytucyjny (odnawialny), a dokładniej jego brak! Działa nieprzerwanie 6 rok, zrobił już przeszło 10 000 kaw i wciąż działa jak nowy. Zmieniam właśnie mieszkanie, może akurat za tę nienachalną i dobrowolną promocję Boscha, załapiemy się na jakąś darmową zmywarkę albo coś…

Pozdrawiam,

DP

PS Przypominam o głosowaniu na temat i formę kolejnego addona dla subskrybentów Newslettera.

PS2 Dodatkowo, we wpisie „The wisdom of crowds.” rozpocząłem prosty eksperyment mający sprawdzić teorię mądrości tłumu w oparciu o krótką ankietę poniżej. Jak Wam się wydaje o ile wzrosną ceny transakcyjne mieszkań na rynku wtórnym w Polsce w 2019 roku? Odpowiadajcie, a do wyników ankiety wrócimy jak GUS albo NBP opublikuje swój raport w przyszłym roku. Porównamy je z dostępnymi przewidywaniami ekspertów od rynku nieruchomości. Myślę, że czytelnicy Kosztu Alternatywnego znokautują ich!

Wyświetleń 13 484

10 Comments

  1. Aardwolf 5 sierpnia 2019 at 18 h 19 min

    A co kiedy ktoś ma depresję i subiektywne uczucie zadowolenia oscyluje blisko 0?

    Odpowiedz
    1. Dawid Paczka 5 sierpnia 2019 at 18 h 44 min

      Jest to na pewno ciężki przypadek. Wydaje mi się że gdybym sam był w takiej sytuacji starałbym się bazować na opiniach bliskich mi osób. Wychodziłbym z założenia, że oni znają mnie najlepiej więc skoro ja sam nie jestem w stanie subiektywnie stwierdzić co jest dla mnie dobre, to prosiłbym ich o pomoc w tym zakresie.

      Odpowiedz
  2. Depre Saint 6 sierpnia 2019 at 20 h 13 min

    A może w takiej sytuacji zrezygnować z kryterium przyjemności użycia (której nie ma) na rzecz produktywności użycia, albo wzrostu efektywności na skutek użycia?

    Odpowiedz
    1. Dawid Paczka 6 sierpnia 2019 at 20 h 39 min

      Wydaje mi się, że w tym wypadku osąd konsumenta może być wypaczony niezależnie od przyjętego kryterium.

      Odpowiedz
  3. Maciej 24 sierpnia 2019 at 15 h 06 min

    Warto liczyć, ale warto też nie popaść w paranoję. Sam kupiłem nowy samochód z salonu który od początku wiedziałem że średnio mi jest potrzebny, bo i tak mało jeżdżę, a w mieście dla wygody wybieram rower lub komunikację miejską. Mimo to trudno też na pieniądze przeliczyć radość z zakupu pachnącej nowki-sztuki, trzeba też zastanowić się jak przeliczyć pewność jego niezawodności, bo nie stresuje się czy odpali, co zdarzało się z poprzednim. No i jak przeliczyć zwykła przyjemność z jazdy lepszym samochodem od jazdy takim trochę gorszym. Liczmy, ale nie pozwólmy żeby matematyka zabijała w nas radość życia 😉

    Odpowiedz
    1. Dawid Paczka 26 sierpnia 2019 at 18 h 01 min

      I to jest właśnie magia funkcji użyteczności – dla każdego z nas przyjmuje ona zupełnie odmienny kształt! 🙂

      Odpowiedz
  4. Agata 25 sierpnia 2019 at 17 h 25 min

    Z tym „autorskim” Kosztem jednostkowym to trochę przesada 😉 polecam poczytać o Cost per use w literaturze obcojęzycznej. Brzmi całkiem identycznie 😉

    Ale sam wpis bardzo ciekawy, a case ekspresu do kawy wręcz szokujący: wszystkie ekspresy które używane są przez moja rodzine, od wielu lat generalnie umierają po 3 latach maksymalnie, dlatego my trzymamy się przelewowego i kaferiery na włoskie espresso bo tam się nie ma co zepsuć. No i korzystamy z najtańszej kawy świata: pijemy za darmo u rodziców.

    Odpowiedz
    1. Dawid Paczka 26 sierpnia 2019 at 18 h 05 min

      Pisząc „autorski” miałem rzecz jasna na myśli same nazewnictwo. Zdaje sobie sprawę, że tysiące ludzi stosuje się do filozofii JKU. Termin CPU oczywiście znam 🙂

      Jako alternatywe do tradycyjnych ekspresów do kawy polecam zakup zestawu Aeropress plus młynek. Tam to już zupełnie nie ma co się popsuć! No i smak oraz moc naparu – zupełnie inne doznania!

      Odpowiedz
  5. Koriel 18 września 2019 at 9 h 30 min

    Ciekawie wypada JKU np Apteczki samochodowej (w szczególności np taśmy do opatrywania kikutów po amputacji), którą lepiej mieć a nie użyć w ogóle.

    Odpowiedz
    1. Dawid Paczka 19 września 2019 at 14 h 26 min

      Wydaje mi się, że te taśmy są jednorazowe więc ich JKU jest równy cenie ich nabycia :).

      Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *